Opowiedzia ł wreszcie gospodarzom, co stało się przyczyną jego odwiedzin. Powiedział, że ludzie z wioski uznali ich za dziwnych, a młodą żonę posądzają o to, że jest czarownicą. Gdy wyrzekł te słowa, małżonkowie spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się znacząco. Właśnie urodziła im się córeczka. Kiedy matka pokazała ją księdzu, ten zapytał, czy wolno mu ją ochrzcić. Z pewnością pomogłoby to mieszkańcom wioski pogodzić się z ich obecnością. William i Caroline nie sprzeciwili się, więc ksiądz udzielił sakramentu. Dziewczynka otrzymała imię Kat-hleen. Po chrzcie ksiądz odszedł. Nie było już więcej dyskusji.
Powraca ł odtąd co roku, aż w wiele lat po swej pierwszej wizycie otrzymał tytuł monsignora, a wraz z nim przeniesienie do innej parafii w odległej części Włoch. Przez cały ten czas amerykańska para pozwalała, by błogosławił ich domostwo i chrzcił kolejne przychodzące na świat dzieci. Uspokoiło to większość sąsiadów, choć nadal wielu utrzymywało, że w domu pod lasem mieszka czarownica.